Wywiad z Dorotą Wielkosielec – „Czar Batiku: SCEK nieodkryty”

Stołeczne Centrum jako jedno z nielicznych w Warszawie prowadzi regularne kursy batiku dla młodzieży. Od ponad 15 lat istnieje tu pracownia batiku, której pomysłodawczynią jest Dorota Wielkosielec-Ciapało. Pod jej czujnym okiem w Piwnicach Staromiejskich SCEK powstają wyjątkowe prace młodych artystów. Poniżej prezentujemy wywiad, jakiego udzieliła pani Dorota redakcji „Ściegu”.

SCEK – Pracuje Pani w Stołecznym Centrum jako nauczyciel 18 lat. To długo, ale jeśli przyjrzeć się historii naszego budynku – krótko zarazem. Proszę powiedzieć, jak bardzo zmieniło się to miejsce od czasu, kiedy rozpoczęła Pani tu pracę?

D.W. – Rozpoczęłam pracę w SCEK-u w 1997 r. Ale pracownia batiku powstała dopiero w 2001 r., kiedy wróciłam do pracy po urlopie wychowawczym – wtedy też zaczęłam prowadzić regularne warsztaty batiku. Trwa to do dziś, chociaż warunki pracy bardzo się zmieniły. Początkowo zajęcia odbywały się we wspólnym pomieszczeniu Pracowni Technik Plastycznych, którą dzieliliśmy z Bogdanem Kąkolem, prowadzącym tu swoje zajęcia modelarskie, więc po każdych warsztatach musiałam sprzątać wszystkie materiały i sprzęty – niełatwo to było godzić. Od kilku lat, po renowacji piwnic, mam swoją pracownię składającą się z dwóch pomieszczeń – do woskowania i farbowania, a także miejsca na ekspozycję prac. Piwnice po renowacji są nie do poznania.

SCEK – Skąd wzięła się u Pani fascynacja batikiem i co jest tak urzekającego w tej technice?

D.W. – Z techniką batiku zetknęłam się przypadkowo na początku lat dziewięćdziesiątych. Jako nauczyciel plastyki w szkole podstawowej byłam na kursie w Łucznicy – kursie projektowania i szycia zabawek. Tam spotkałam się z tą techniką po raz pierwszy i dowiedziałam się, że są prowadzone kursy wakacyjne. Bez chwili namysłu zapisałam się na taki kurs. Technika – przyznam – wciągnęła mnie od samego początku.

SCEK – A co intryguje bardziej – proces czy efekt?

D.W. – Jedno i drugie. Intrygował mnie proces, ale efekty jeszcze bardziej. Batik jest trochę jak nałóg – wciąga i uzależnia, chce się więcej i więcej.

SCEK – Batik to jednak niezwykle wymagająca dziedzina. Tylko pozornie wydaje się łatwy. Co może sprawiać największe trudności?

D.W. – Ogromną wadą batiku jest to, że nie wszystkie kolory da się uzyskać w jednej pracy, tak jak jest to możliwe np. w malarstwie. Cała kolorystyka zależy od tego, w jakich kąpielach barwnych znajdowała się tkanina w następujących po sobie etapach. Należy stale pamiętać, że każde kolejne farbowanie wpływa na następne.

SCEK – Chodzi o to, żeby przewidywać etapy pracy i nie można pozwolić sobie nawet na najmniejszą pomyłkę?

D.W. – Tak, najwięcej problemów spotyka początkujący, który np. w jednej pracy chce umieścić intensywne kolory dopełniające – fiolet z żółcienią, pomarańczowy z niebieskim i czerwony z zielonym. Zamiary takie często kończą się rozczarowaniem – powstaje mutacja s z a r o ś c i.

SCEK – Jeden z rozdziałów książki Marii Wrońskiej-Friend poświęconej batikowi jest zatytułowany Precyzja, cierpliwość i piękno. Czy potwierdza pani, że te elementy są właśnie najważniejsze w batikowaniu?

D.W. – Tak, na pewno, ale największym motorem napędowym jest ciekawość. Przede wszystkim chcemy wiedzieć i widzieć, jaki będzie efekt.

SCEK – Stołeczne Centrum organizuje zajęcia batiku i patronuje wielu młodym twórcom tej sztuki. Jak ocenia Pani poziom swoich wychowanków?

D.W. – Jest wiele talentów. Są zaciekawione techniką i nieraz mocno zdeterminowane. Poziom jest zróżnicowany. Skoro jednak ktoś trafia na zajęcia plastyczne, musi mieć jakąś pasję. Znam też osoby, które nie mogą się ze mną rozstać. Mam uczestniczkę, która przyszła do pracowni batiku jeszcze jako licealistka, chodziła potem przez całe studia, ukończyła je, i czasami nas odwiedza podczas zajęć. Wykonuje piękne prace – bardzo je lubię. Niektórzy moi uczniowie mieli już nawet własne wystawy indywidualne. Wielu kontynuuje tę pasję samodzielnie, ale też organizuje warsztaty dla innych.

SCEK – Czy po tylu latach prowadzenia zajęć w SCEK-u są jeszcze uczestnicy, którzy są w stanie Panią czymś zaskoczyć?

D.W. – Nigdy nie narzucam tematyki, każdy przychodzi tutaj z własnymi projektami i pomysłami. Każdy jest inny, nie ma tu więc mowy o jakiejś powtarzalności. Na pewno nie wieje tu nudą.

SCEK – Proszę opowiedzieć, jak od strony technicznej wyglądają zajęcia batiku w SCEK. Czy uczestnicy muszą posiadać własne przybory i materiały artystyczne?

D.W. – Stołeczne Centrum zapewnia materiały. Uczestnicy powinni tylko rozumieć, czym jest praca koncepcyjna, no i mieć pomysły! Przygotowują szkice w domu, a na zajęciach realizują projekty, i to kilka projektów jednocześnie, ponieważ na jednych zajęciach można wykonać tylko jedno farbowanie. Bywa, że praca jest bardzo skomplikowana – wówczas woskowanie może potrwać nawet całe jednorazowe zajęcia.

SCEK – A ile czasu dokładnie?

D.W. – Tego nie da się zmierzyć. Decyduje o tym sama technika. To zależy od formatu, kompozycji i liczby farbowań. Trudno to ocenić. Optymalne warunki do pracy z batikiem są latem, kiedy mamy możliwość suszenia tkanin na świeżym powietrzu; materiał szybciej schnie i cykle mogą być powtarzane częściej.

SCEK – Wspomniała Pani, że wielu Pani uczniów kontynuuje swoją przygodę z batikiem. Czy ta technika jest dziedziną akademicką w Polsce? Gdzie jeszcze można pogłębiać artystyczne pasje związane z batikiem?

D.W. – W warszawskiej ASP batik dopiero się rodzi. Kilkanaście lat temu profesor Wojciech Sadley zaprosił mnie do warszawskiej Akademii, abym poprowadziła warsztaty dla studentów w Katedrze Tkaniny Artystycznej na Wydziale Malarstwa. Prowadziłam je dwukrotnie i od tamtej pory uczy się studentów tej techniki – potwierdzają to moi uczniowie, m.in. studentka ASP, która równolegle przychodzi też do mnie do pracowni. Prawdopodobnie z sympatii do tego miejsca w SCEK i może też do mojej osoby (śmiech).

SCEK – Gdzie jeszcze odbywają się podobne zajęcia?

D.W. – Batik to stosunkowo mało znana dziedzina. W latach 80. Zofia Bisiak zainicjowała w Łucznicy kursy batiku i wszyscy artyści, którzy zajmują się tą techniką w Polsce, wywodzą się właśnie stamtąd. To były warsztaty wakacyjne; zjeżdżali na nie ludzie z całej Polski. Jesteśmy nieliczną grupą.

SCEK – A jak liczna jest ta batikowa rodzina?

D.W. – Trudno jest mi określić. Na pewno się powiększyła też dzięki naszej pracowni. Wielu uczestników zajęć w SCEK-u kontynuuje pasję i stara się przekazywać swoje doświadczenia innym. Wszyscy dobrze się znamy i lubimy. Każdy to wyjątkowa osobowość. Pamiętam taką sytuację z Łucznicy, kiedy jeden pan tak się zapamiętał w batikowaniu i woskowaniu, że zapomniał wyłączyć kuchenkę i wosk tak dymił, dymił, dymił, że gdy weszliśmy do pracowni, nie było nic widać, a pan Waldek, bo tak miał na imię – jak zaklęty – pracował przy batikowaniu. Było to niebezpieczne, bo zdarza się, że wosk może się zapalić od wysokiej temperatury, mimo że na kuchence elektrycznej nie ma ognia. Na szczęście w ciągu 15 lat nie przydarzyło się nam nic przykrego. Znamy przepisy BHP i przeciwpożarowe.

SCEK – Uczestnikom zajęć w Łucznicy poświęcono między innymi rozdział pięknej książki Marii Wrońskiej-Friend.

D.W. – Tak, znalazło się w niej dużo ciekawych informacji na temat współczesnego batiku w świecie. To piękna albumowa publikacja w twardej oprawie. Jeden dział poświęcono współczesnemu batikowi w Polsce i nawet jest tam moje zdjęcie (śmiech). W tle znajduje się moja praca (pani Dorota otwiera książkę i pokazuje zdjęcie).

SCEK – Strasznie duża… Jakie ma wymiary?

D.W. – To praca z cyklu Światła nocy, obejmującego batiki inspirowane nocnym pejzażem miejskim. Nie pamiętam wymiarów, ale jak widać, jest prawie 2 i pół raza dłuższa od mojej osoby. Obok znalazły się zdjęcia z Łucznicy, jest też Zofia Bisiak i prace uczestników kursów.

SCEK – Batik ma indonezyjskie korzenie. To jedna z najbardziej popularnych technik farbiarskich Indonezji i południowych krajów kontynentu azjatyckiego. Czy udało się Pani odwiedzić tamte regiony, zwiedzić ojczyznę batiku?

D.W. – Niestety, nie.

SCEK – A ma pani takie plany?

D.W. – Na razie to mało realne. Nie mam sponsora i nikt mnie tam nie zaprosił. Do Indonezji leci się bardzo długo, i z przesiadkami, a ja boję się latać, poza tym mam kocią naturę – wolę przebywać w jednym miejscu i tu pracować… Ale Indonezja to bardzo ciekawy kraj, położony na wielu wyspach, zróżnicowany etnicznie i kulturowo – co zresztą widać w indonezyjskich batikach; mają różne cechy w zależności od rejonu, w którym powstają.

SCEK – Dalsze podróże odkłada więc pani na bok, a jakie są pani najbliższe plany?

D.W. – 14 kwietnia, jak co roku, zorganizowaliśmy wystawę prac uczestników mojej pracowni. Taka przeglądowa wystawa to już tradycja. Zapraszam także na moją indywidualną wystawę, która ma miejsce do końca maja w Galerii XX1, w dawnej galerii rzeźby – pracowni Xawerego Dunikowskiego.

SCEK – Czego w związku z tym można Pani życzyć?

D.W. – Na świecie batikowanie stało się trendy! Zainteresowanie batikiem jest – to najważniejsze. Chciałabym również utrzymać poziom naszej pracy. A prywatnie życzyłabym sobie, żeby para i zapał twórczy nie wygasły. Wiara czyni cuda – to święta prawda – jeśli mamy pełne przekonanie, co chcemy osiągnąć, to już jest największy sukces. I żeby zdrowie dopisało!

SCEK – Życzymy więc zdrowia i spełnienia marzeń! Dziękuję serdecznie za rozmowę.